Menu główne

Bitcoin

W poszukiwaniu kopalni "Szczęść Boże"
omen, poniedziałek 08 lutego 2010


W poszukiwaniu kopalni "Szczęść Boże"


Początek roku 2005 był bardzo obfity pod względem ilości wypraw terenowych. Przeciętnie co 2 tygodnie znajdowałem się w różnych zapomnianych zakątkach naszego kraju. Podczas jednej z takich wypraw postanowiliśmy zweryfikować legendę o istnieniu podziemnego połączenia pomiędzy nieczynnymi wyrobiskami kopalnia Konstantin w Braszowicach a kopalnią Szczęść Boże w Masywie Grochowej. Zagadnienie było dla nas interesujące , a na temat połączenia tych dwóch obiektów górniczych istnieją jedynie szczątkowe i niepotwierdzone informacje. Wzgórza braszowickie obfitują w istnienie obiektów górniczych o różnym profilu wydobywczym. Nieczynne kopalnie można tam spotkać dosłownie co kilkaset metrów , a sam Masyw Grochowej poprzecinany jest podziemnymi chodnikami niczym szwajcarski ser , co dla nas - badaczy starych wyrobisk górniczych jest nie lada atrakcją.
Początek wyprawy a właściwie dojazd do miejsca akcji był jak zwykle trudny. Wyjechałem pociągiem z Gdańska wraz z Kazikiem około południa. W późnych godzinach wieczornych znaleźliśmy się w miejscowości Suszka. Pierwszym napotkanym po całym dniu niezbyt przyjemnej podróży problemem było ustalenie kierunku marszu w kierunku Braszowic. Niewiele brakowało a poszlibyśmy dokładnie w przeciwną stronę sugerując się widzianymi z oddali światłami oddalonych o kilka kilometrów zabudowań.
szkic.jpg Marsz zajął nam ponad 1,5 godziny , a najśmieszniejsze było to , że przez połowę tej drogi nie byliśmy pewni czy podążamy we właściwym kierunku. Kiedy dowlekliśmy się w końcu do miasteczka będącego miejscem spotkania z Łukaszem , który miał dojechać z Warszawy wybijała już prawie godzina 22-ga . Myślałem jedynie o tym aby pójść w końcu spać, ale jak się okazało sprawa nie była taka prosta. Kiedy spotkaliśmy się w pełnym ,3-osobowym składzie postanowiliśmy poszukać odpowiedniego miejsca na nocleg . Mimo iż w okolicach pełno jest "dziur" my wybraliśmy sobie akurat miejsce znane nam z zeszłorocznej wyprawy w te okolice - nieczynne wyrobiska kopalni Konstantin. Nigdy bym nie przypuszczał , że za tą błędną decyzję będziemy pokutowali przez kolejne kilka miesięcy. Droga do sztolni wejściowej nie była łatwa gdyż znalezienie jej w całkowitych ciemnościach graniczyło z cudem. Błądziliśmy więc kilka minut zanim trafiliśmy na drogę prowadzącą z miasteczka w stronę kamieniołomu.
Kiedy mijając po drodze kilkuosobową ekipę innych "sztolniowców" w końcu dotarliśmy do otworu wejściowego chęć wyspania się była jedyną myślą jaka zaprzątała mój umysł. Jako bazę noclegową wybraliśmy sprawdzone już podczas poprzedniej wyprawy miejsce położone kilkanaście minut drogi od wejścia. Zmęczenie nasuwało mi jedną jedyną obawę - bałem się że w ramach wypoczynku po podróży prześpimy połowę kolejnego dnia. Tu jednak byłem w błędzie.... Idąc chodnikiem w stronę bazy w oddali mrugnęło kilka świateł latarek sugerujących iż nie jesteśmy w obiekcie sami. Aż strach by było pomyśleć co byśmy zrobili gdyby planowane miejsce naszego noclegu zajęte było przez inną ekipę , na szczęście tak nie było.
 Nawet nie wiem po ilu godzinach snu obudził mnie podniesiony ton rozmowy. Kiedy otworzyłem oczy stało nad nami dwóch facetów gadających coś o niebezpieczeństwie i tym , że tu nie wolno wchodzić. Rozjaśnienia umysłu doznałem dopiero gdy usłyszałem że będziemy musieli opuścić zajmowaną przez nas bazę. To była tragedia. Kilkanaście godzin podróży pociągiem , potem długi, nocny maraton a teraz ktoś przerywa mi sen i każe się wynosić.... Taka sytuacja miała miejsce pierwszy raz w moim życiu. Niemiła dyskusja z "najeźćcami" wskazywała na to iż osobą , która pofatygowała się aby zakłócić nasz sen był sam kierownik kopalni wraz ze swoim pracownikiem . Trochę dziwny wydał mi się fakt , że zamiast strażników kamieniołomu swoje stanowisko pracy opuścił sam szef aby przyjść do nas. Ten niezbyt miły osobnik po kilku minutach wymiany zdań uparł się żeby zobaczyć nasze dokumenty. Po okazaniu mu przez grzeczność dowodu osobistego boss zmienił jednak natychmiast swój ton dyskusji i zagroził nam że jeśli za 15 minut nie zjawimy się u niego w biurze znajdującym się gdzieś na dnie kamieniołomu to on wezwie policję ! Po wypowiedzeniu tych słów gość oddalił się z naszym dowodem osobistym w nieznanym kierunku . Ale jaja.
Takiego obrotu sprawy nikt z nas się nie spodziewał . Rozpoczęliśmy więc szybkie rozważania na temat tego którędy dojść na dno kamieniołomu najszybciej. Długo jednak zastanawiać się nie trzeba było, gdyż wysłany przez kierownika kamieniołomu pracownik miał już opracowaną idealną trasę dojścia dla nas. Kiedy opuściliśmy teren wyrobisk sztolnią naszym oczom ukazała się kilkunastometrowa stroma ściana wyrobiska odkrywkowego którędy nakazano nam schodzić. W normalnych warunkach wyjąłbym z plecaka linę i przystąpił do poręczowania tego zejścia ale czas ponaglał.... zostało go niewiele a wiadomo że nikt nie chciał mieć do czynienia ze stróżami prawa. Nie mając wyboru rozpoczęliśmy więc zejście stromym osypiskiem. W innych okolicznościach pewnie nikt z nas nie zdecydowałby się na taki brawurowy wybryk. Na plecach każdy dźwigał kilkadziesiąt kilogramów sprzętu biwakowego , prowiantu , lin oraz sprzętu alpinistycznego. Oprócz tego nieśliśmy wory jaskiniowe wypchane po brzegi tym co nie zmieściło się do plecaków. Czas mijał nie ubłagalnie więc bez zastanawiania się przemieszczaliśmy się w dół dosłownie centymetr po centymetrze. Trwało to dosyć długo więc od razu założyłem że dotarcie nie wiadomo gdzie ,do kryjówki ów szefa kamieniołomu , który porwał jeden z naszych dowodów osobistych nie uda się w 15 minut.
Przemieszczając się na dół w oczach migały mi obrazy z najbardziej niebezpiecznych miejsc jakie miałem okazje w swojej karierze odwiedzić. Wystarczyła chwila nieuwagi , jeden niewłaściwy ruch i każdy z nas mógł zlecieć kilkanaście metrów w dół po stromym zboczu wyrobiska. Najgorzej gdyby noga powinęła się temu który szedł ostatni ponieważ pociągnąłby za sobą całą resztę .....
Kiedy zeszliśmy w końcu na dół zapomniałem o czasie w jakim mieliśmy dotrzeć do bossa po dowód osobisty. Mój wzrok zaprzątnęły piękne widoki porośniętych gdzieniegdzie drzewami i krzewami ścian kamieniołomu. Miejsce w którym się znaleźliśmy przypominało istnie księżycowy krajobraz. Eksploatowane półki skalne przypominały ogromny lej wulkaniczny z czerniącymi się co kawałek otworami dawnych wyrobisk górniczych pochodzących z czasów kiedy magnezyt - bo on właśnie jest tu wydobywany eksploatowany był jeszcze metodami górniczymi polegającymi na drążeniu pod ziemią sztolni i szybów. Spragniony takich widoków , których nie ma w promieniu co najmniej 500km od miejsca mojego zamieszkania musiałem niestety maszerować w stronę niewielkiego baraku w którym czekał na nas "łowca". Tempo marszu spowodowało iż kiedy dotarliśmy do baraku czułem się jak gdybym wychodził po linie kilkaset metrów do góry.... bez śniadania.
Kierownik widząc chyba skrajny stan wyczerpania fizycznego poczęstował nas wodą co było chyba jedynym miłym gestem z jego strony. Ciąg kolejnych zdarzeń nie wiąże się właściwie z tematem tego tekstu ale postanowiłem opisać tą sytuację aby była ona ku przestrodze innych .
czczb2.jpgMinęło dobre kilkanaście minut kiedy ktoś z nas rzucił mimowolnie pytanie : "na co właściwie czekamy". Odpowiedź bossa była szybka i zdecydowana - "na policję". Tak więc od tego momentu wszystko stało się jasne. Gdybym wiedział że sprawa się tak potoczy to nigdy nie ryzykowałbym utratą życia lub kalectwem schodząc po eksploatowanej ścianie kamieniołomu "na czas" obładowany sprzętem. Po kilku minutach przyjechało polonezem dwóch policjantów . Rozmowa z nimi obracała się głównie wokół tematu czy tam gdzie szliśmy nocą były tablice z zakazem wstępu. Kierownik kamieniołomu upierał się że takowe się tam znajdują i trudno ich nie zauważyć. Nasze zdanie było jednak inne ponieważ żadnych tablic zakazujących wstępu nie mijaliśmy . Mało tego - na polnej drodze dojazdowej prowadzącej z Braszowic , którą dojechać można aż do samego kamieniołomu również żadne tablice zakazujące wstępu się nie znajdowały (jeszcze tego samego dnia sprawdziliśmy to 2 razy). Czas mijał, a my traciliśmy dzień przeznaczony na realizację naszego planu wyprawy. Musieliśmy oprowadzić policjantów dokładnie tą drogą którą szliśmy poprzedniej nocy do kopalni. I tak też zrobiliśmy - po drodze nie znaleźliśmy żadnych tablic informujących o tym że tam nie wolno wchodzić ani przebywać. W drodze powrotnej od sztolni wejściowej w kierunku wioski Kierownik pokazał widoczną około 100m metrów dalej białą, ledwo widoczną tablicę gdzieś w pobliżu skarpy za którą zaczyna się odkrywka. Wprawdzie część drogi w nocy przebyliśmy polem uprawnym , ale dojście do wyrobiska miało miejsce drogą dojazdową na której nie było ani jednej tablicy ostrzegawczej.
Wizja lokalna trwała około 1,5 godziny. Tym sposobem realizacja celu naszej wyprawy była opóźniona o prawie 5 godzin przez działania młodego szefa kamieniołomu , który najwyraźniej chciał zabłysnąć operatywnością przed swoim przełożonym - szkoda że w tak drastyczny sposób.
W stronę Masywu Grochowej ruszyliśmy dopiero późnym popołudniem wraz z mieszkańcem Grochowa znającym dobrze teren , który wskazał nam miejsca gdzie kilkadziesiąt lat temu znajdowały się nieczynne obecnie kopalnie .
Jak już wspomniałem na początku okoliczne tereny obfitują w istnienie dawnych wyrobisk górniczych zarówno głębinowych jak i odkrywkowych. Rudy metali oraz niektóre gatunki kamieni szlachetnych były tu poszukiwane już w średniowieczu.
W XIX odkryto tu pokłady węgla brunatnego. Pierwsze wzmianki o istnieniu w tym rejonie kopalni węglowych pochodzą z 1396 roku. W latach późniejszych funkcjonowały tu 2 kopalnie Klara oraz Henrietta należące do Schlaberendorfa oraz Plathnera. Okres ich największego wydobycia przypadł na lata 1850-1860. W tych też latach doceniono najważniejsze zalety zalegających w ziemi złóż magnezytu zwanego też "kamiennym szpikiem" . Do cech tych należała głównie odporność na działanie wysokich temperatur.
Na terenie Masywu Grochowej magnezyt występuje na głębokości około 100m a w południowym stoku masywu jego mineralizacja dochodzi również do głębokości 150m. Największą kopalnią wydobywającą magnezyt w tym rejonie była kopalnia "Szczęść Boże". Oddalona jest od sąsiedniego - mniejszego wzniesienia na którym również eksploatowano ten minerał o niecały kilometr . Prawdopodobnie wyrobiska tych i innych kopalń znajdujących się w braszowickich wzgórzach były kiedyś połączone i takie podziemne połączenie chcieliśmy właśnie odnaleźć. Założeniem pierwszej wyprawy w okolice kopalni "Szczęść Boże" była lokalna wizja terenu oraz rozpoznanie pozostałości po znajdujących się tu niegdyś obiektach górniczych.
czczb1.jpgOczywistą sprawą było również określenie stanu górniczego wyrobisk oraz możliwości późniejszego wejścia do nich. Kiedy dotarliśmy do miejsca gdzie zlokalizowany był główny szyb wydobywczy kopalni "Szczęść Boże" okazało się że aktualnie jest tam teren wysypiska śmieci. Dookoła fruwały foliowe worki , których nie był w stanie zatrzymać nawet płot odgradzający w niektórych miejscach teren wysypiska. Szybu szukać długo nie trzeba było gdyż znajdował się tuż przy drodze dojazdowej i był ogólnodostępny. Szyb , a właściwie to co po nim zostało to podstawa wieży wyciągowej wraz w fragmentem widocznej obudowy ceglanej. Wnętrze wypełnione jest paroma tonami śmieci komunalnych . Widok ten zniechęcił nas do dalszego szukania wejścia do kopalni w tym miejscu. Wraz z naszym przewodnikiem przemieszczaliśmy się w głąb leśnych terenów masywu w poszukiwaniu starych sztolni , szybów i wszystkiego , co związane było z dawnym górnictwem w tym rejonie. Dziwne otwory w ziemi , zapadliska , pingi znajdowały się dosłownie co kilkanaście metrów. Stan ich zachowania był różny. Gdzieniegdzie fragmenty obudowanej stemplami sztolni rokujących szanse na penetrację a dalej kilkunastometrowe otwory - dziury w ziemi do których dna nie docierało światło naszych latarek. Takich śladów znaleźliśmy tam mnóstwo ale moją uwagę zwróciły właściwie 3 miejsca , które według mojej oceny rokowałyby szanse dotarcia do wnętrza starych kopalń znajdujących się w Masywie Grochowej. Pierwszym takim miejscem był głęboki , pionowy otwór w ziemi oddalony około 400-500 m od głównego szybu wydobywczego kopalni "Szczęść Boże. Nie byłem w stanie określić jego przeznaczenia. Nie wyglądał ani na szybik wentylacyjny ani tym bardziej transportowy ze względu na swoją niewielką średnicę około 1,2m . Niczym niezabezpieczony otwór znajdował się w lesie kilkadziesiąt metrów od drogi. Górna partia otworowa zlokalizowana była w niewielkim leju zapadliskowym. Na głębokości około 10m widoczne były fragmenty drewnianej obudowy chodników oraz prawdopodobnie fragment samego chodnika górniczego. Piszę "prawdopodobnie" ponieważ nikt z nas nie odważył się tam wejść. Przygotowanie specjalnego stanowiska zjazdowego oraz odpowiednich zabezpieczeń mogłoby zająć kilka godzin a my takiej ilości czasu akurat nie mieliśmy. Szybik ten stanowi jednak miejsce warte eksploracji podczas przyszłych wypraw. Kolejne interesujące miejsce znajdowało się znów kilkaset metrów dalej. Był to poziomy chodnik sztolni o długości kilkunastu metrów na którego końcu znajdował się zasypany w górnej części szyb transportowy. Szyb ten posiadał widoczne fragmenty obudowy stalowej która przysypana była sporą warstwą ziemi oderwaną z górnej części chodnika. Szyb wypełniał korek ze stempli oraz gruzu skalnego zalegający w jego górnej części. Przy odpowiednim przygotowaniu tam stanowiska zjazdowego z pewnością istniałaby możliwość przedostania się niżej pomiędzy poszczególnymi warstwami korka oraz stalowej obudowy szybu. Kolejnym miejscem był niewielki obiekt górniczy znajdujący się przy oznakowanej przez PTTK drodze prowadzącej do Jugowa. Myślę że obiekt ten nie miał akurat nic wspólnego z kopalniami Masywu Grochowej i był o wiele starszy od innych istniejących w tamtym rejonie. Zainteresował mnie głównie ze względu na swój kształt. Niewielkie wyrobisko rozpoczynało się kilkunastometrowym chodnikiem wejściowym prowadzącym do szybu o średnicy około 3m prowadzącego na powierzchnię. Z dna szybu odchodziły chodniki boczne dokładnie w czterech stronach świata. Kształt wyrobiska przypominał gwiazdę i stąd w swoich notatkach opisałem to jako "wyrobisko gwiaździste". Chodniki biegnące w kierunkach północnym i wschodnim miały długość około 20m i kończyły się przodkami. Chodnik biegnący w kierunku południowym wypełniony był rumoszem skalnym , co uniemożliwiło mi określenie jego przybliżonej długości. Chodnik zachodni miał około 50m. długości i wypełniony był kilkunastoma centymetrami wody . W odległości 5m od szybu znajdował się otwór niewielkiej średnicy do którego wpływała woda z chodnika , co sugerowało możliwość istnienia niżej innych niedostępnych obecnie partii kopalni.

Podsumowanie.



Podziemnego połączenia pomiędzy kopalnią Konstantin i Szczęść Boże nie udało nam się odnaleźć. Nie przyniosły też pozytywnego rezultatu próby odnalezienia miejsca z którego warto by rozpocząć takie poszukiwania. Teren jest jednak godny takich poszukiwań i nie wątpię w to iż kolejne wyprawy zostaną uwieńczone sukcesem.
W Masywie Grochowej zlokalizowane jest co najmniej kilkadziesiąt różnego rodzaju pozostałości po istnieniu dawnych wyrobisk górniczych . Większość z nich ze względu na swój stan techniczny nie nadaje się do eksploracji . Sztolnie i szyby rokujące możliwość dostania się do dalszych partii starych kopalni wymagają odpowiedniego przygotowania technicznego i sporego nakładu prac jakie trzeba włożyć w zabezpieczenie wejść przed obwałami. Tereny dawnych wyrobisk nie są oznakowane i nie mają żadnych informacji o niebezpieczeństwach związanych z możliwością np. wpadnięcia przypadkowego turysty do otworów szybów znajdujących się w lesie. Penetrując te tereny należy kierować się zasadami zdrowego rozsądku i pamiętać o tym aby "mieć oczy otwarte" gdyż teren jest bardzo niebezpieczny nawet dla doświadczonych eksploratorów.

 szyb1.jpg szyb2.jpg
   
 gwiazdz.jpg szyb3.jpg
   
 zapadlisko.jpg widok1.jpg
   


Witaj

Online

Licznik

Bunkry dla bunkrowców !

Niniejsza strona internetowa przedstawia opisy miejsc trudnodostępnych i w większości przypadków niebezpiecznych , których zwiedzanie bez należytego przygotowania technicznego oraz wiedzy moze spowodować wypadek lub trwałe kalectwo.

Publikowanie zdjęć oraz artykułów umieszczonych w tym serwisie tylko za zgodą autora.

© Adam Wojcieszonek - Gdynia 2002-2017