Menu główne

Bitcoin

Sztolnie byłych kopalni złota w Głuchołazach
omen, niedziela 07 lutego 2010



Sztolnie byłych kopalni złota w Głuchołazach



W XV i XVI kiedy to intensywnie rozwijało się górnictwo złota oraz rud żelaza - w okolicach Głuchołaz istniało przeszło 70 wyrobisk górniczych o różnym charakterze , strukturze i przeznaczeniu. Drogocenne kruszce wydobywano tu głównie metodami górniczymi drążąc szyby i sztonie a w latach późniejszych próbowano uruchomić wydobycie metodami odkrywkowymi co niestety nie przyniosło większych rezultatów. Okoliczne kopalnie złota , a właściwie ich pozostałości interesowały mnie od wielu lat i pewnie dla tego właśnie Głuchołazy i ich okolice stały się centrum moich zainteresowań.
Pierwsza wyprawa w Góry Opawskie odbyła się VI.2000r. Wtedy też nasza grupa dysponowała jedynie szczątkowymi informacjami o tamtejszych obiektach górniczych. Wyjazdy organizowane w celu zrobienia rozpoznania terenowego mają to do siebie że zabiera się na nie setki kilogramów sprzętu. Ponieważ nie wiedzieliśmy co zastaniemy na miejscu staraliśmy się przygotować akcję tak aby zaskoczenie spowodowane brakiem jakiegoś wyposażenia nie zmusiło nas do zrezygnowania z eksploracji obiektów. Mieliśmy więc na wyposażeniu sprzęt wspinaczkowy , speleo , pontony , namioty oraz nieodłącznie towarzyszący nam podczas wypraw agregat prądotwórczy wraz z tak zwanym "zestawem małego majsterkowicza" , który już wielokrotnie doceniliśmy podczas penetracji obiektów górniczych. Wyprawa zaowocowała zlokalizowaniem na północnym zboczu Przedniej Kopy dwóch niewielkich wyrobisk . Kilkunastu miejsc po byłych szybach górniczych na terenie Góry Parkowej oraz sporej ilości charakterystycznych jarów w których niegdyś znajdowały się wloty sztolni. Wszystkie nasze znaleziska nanieśliśmy skrupulatnie na mapy topograficzne a naszymi spostrzeżeniami z wypraw terenowych zapełniliśmy 16-to kartkowy zeszycik.
Kolejna wyprawa odbyła się w połowie stycznia 2001 roku . Dostałem wtedy telefon od znajomego ze Złotego Stoku z informacją że nieopodal Głuchołaz a konkretnie na polach uprawnych w pobliżu przejścia granicznego w Konradowie otworzyło się olbrzymie zapadlisko będące niegdyś prawdopodobnie zabezpieczonym drewnianą obudową szybem górniczym. Wtedy też udało mi się w ciągu godziny postawić na nogi cały skład grupy co rzadko się zdarza . Sam nie wiem jak to zrobiłem gdyż od 4 tej rano zazwyczaj wszyscy śpią a mnie się udało !!!. Po 36-ciu godzinach spotkaliśmy się w Złotym Stoku w składzie Artur (Siemianowice) , Magda i Michał (Kraków) , Adam (Gdańsk) , Paweł (Gdańsk) , Bożena (Złotów) . Do Głuchołaz wyruszyliśmy natychmiast po tym jak ostatni uczestnik - spóźnialski (czyli ja) dojechał na miejsce. Nietrudno się domyśleć iż celem akcji miało być spenetrowanie szybu-zawaliska powstałego na polu w wyniku roztopów.
Po tym jak zbliżyliśmy się do ów miejsca od razu powstało kilka problemów technicznych , które na początku wydawały się być nie do przeskoczenia. Z informacji jaką otrzymałem wynikało iż głębokość zapadliska wynosi około 10m a po opuszczeniu sondy okazało się , że ma ono prawie 18m głębokości. Dysponowaliśmy sporymi zapasami lin więc taka niewielka różnica głębokości nie miała tu większego znaczenia . Problemem okazał się fakt iż w pobliżu zawaliska nie istnieje żaden rozsądny punkt nadający się do zamocowania liny zjazdowej ! Z pomocą przyszedł nam mój imiennik z Krakowa , którego samochód wyposażony był w hak holowniczy. Przeszło 3 godziny zajęło nam doprowadzenie auta w okolice zapadliska. W pobliżu nie było drogi dojazdowej więc obładowany ciężkim sprzętem Nissan wieszał się niemal na każdej koleinie zaoranego , zamarzniętego pola uprawnego.
W końcu się udało . Auto stanęło dumnie w odległości kilku metrów od zapadliska a o powrocie na szosę aż strach było nawet pomyśleć. Niesprzyjające warunki atmosferyczne powodowały że zmachani "przenoszeniem" samochodu nie mieliśmy za bardzo możliwości zorganizowaniem bazy biwakowej. Zrezygnowaliśmy również z opuszczania do szybu kamery gdyż lejkowate w górnej partii zawalisko utrudniłoby opuszczenie sprzętu .
Na dół pierwszy zjechał Adam - jako najbardziej z nas doświadczony dziurołaz , potem swoje umiejętności zaprezentowała Bożena zawieszając się niepostrzeżenie na lince asekuracyjnej. Moim zadaniem było potem odcinanie jej co dla osoby wiszącej nie jest jak wiadomo przyjemnym przeżyciem. Dno zawaliska podobnie jak wstępna , górna partia miała kształt sporego leja. W ścianie po wschodniej stronie na wysokości 2-3m od dna ukazał się nam niewielki otwór . Jako że każdy marzył o podziemnym biwaku , wypoczynku i odsypianiu zaległości ma hasło "jest dziura" wszyscy zgodnie rzuciliśmy się w jej kierunku. Część wejściowa posiadała spory nasyp ziemny powstały w wyniku zapadnięcia się warstw ziemi ale przy górnej warstwie ciągnęła się niewielka szczelina biegnąca w dół pod dosyć ostrym kątem. Po przeczołganiu się do wnętrza ukazał się nam niewielki fragment chodnika górniczego zakończonego po mniej więcej 10-ciu metrach zawałem skalnym. Chodnik nie posiadał żadnej obudowy , nie znaleźliśmy tam też żadnych elementów wyposażenia kopalni , torowiska ani niczego podobnego. Szybko ktoś wpadł na pomysł aby spróbować przekopać się dokładnie wzdłuż sztolnie - po drugiej stronie szybu-zapadliska. Niestety nie przyniosło to żadnych rezultatów. Inwentaryzacja zakończył a się w Srebrnej Górze gdzie debatowaliśmy prawie 2 dni przy grzanym piwku przed powrotem do domu.
W 2002 roku ze względu na nawał wypraw eksploracyjnych w inne rejony kraju nie udało się nam zorganizować żadnej wyprawy do Głuchołaz. Eksplorowaliśmy jednak w wolnych chwilach wszystkie możliwe wydawnictwa o tematyce górniczej związane z Górami Opawskimi. Przeszło po roku przerwy weszliśmy w posiadanie planów górniczych , gdzie wyniki ich analizy przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Wtedy też po raz pierwszy spotkałem się z opisem Sztolni Trzech Króli , wyrobisk Henriette , Anton i innymi obiektami godnymi penetracji. Do 2004 roku odbyliśmy jeszcze 6 wypraw do głuchołazkich kompleksów górniczych. Każda wyprawa owocowała poznaniem przynajmniej kilku wyrobisk , określeniu ich lokalizacji , stanu technicznego oraz długości. Za każdym razem przy okazji pobytu tam odwiedzaliśmy ów szyb zapadliskowy , który z roku na rok stawał się coraz płytszy a już na początku 2002 roku zasłonił całkowicie wlot jedynego istniejącego na tamtej głębokości chodnika górniczego.
Najciekawszy obiekt jakim wg. opisów mogła być kopalnia Anton nie by niestety dostępny . Tereny na których znajdowały się wejścia do sztolni są obecnie splantowane i nie ma możliwości dotarcia tam bez odpowiednich zezwoleń władz no i odpowiedniego nakładu środków finansowych . Ciekawym obiektem jest tak zwana Sztolnia trzech Króli biegnąca w kierunku przejścia granicznego. Łączna długość wyrobisk tej sztolni posiadała niegdyś długość 5 km. Po naniesieniu planów kopalni na mapę topograficzną łatwo udało nam się określić iż szyb-zapadlisko , który powstał na polach odpowiada dokładnie lokalizacji szybu kopalni. Zlokalizowaliśmy ponadto inne szyby a raczej ich pozostałości a na podstawie analizy terenu oraz informacji jakimi dysponowaliśmy określone zostały potencjalne lokalizacje wlotów chodników Sztolni Trzech Króli.
Kolejna wyprawa szlakami głuchołazkiego górnictwa odbyła się w drugiej połowie 2004 roku. Ona dopiero po paru ładnych latach eksploracji obiektów w rejonie Głuchołaz zainspirowała mnie do napisania tego tekstu.
Wszystko zaczęło się od tego że ilość materiałów oraz informacji jakie nazbieraliśmy wspólnie nawarstwiła się już do tego stopnia iż wymagała już weryfikacji w terenie. Niestety termin wyprawy zaproponowany przeze mnie odpowiadał początkowo jedynie mojej osobie więc akcja raczej nie zapowiadała się na udaną. Mimo tego stwierdziłem że swoje ostatnie dni urlopu spędzę właśnie tam. Dopiero 2 dni przed planowaną akcją dołączy do mnie 3 osoby - Magda , Michał oraz Roman z Wrocławia - nasz nowy nabytek sekcji poszukiwawczej ;-)
Tak się niefortunnie złożyło że pozostała część grupy miała w planach inne wyjazdy . Paweł na którego najbardziej liczyłem zaległ już 2-gi tydzień gdzieś w podziemiach Linii Maginota a Adam zrezygnował z dalszego odkrywania głuchołazkich podziemi na korzyść kopalni Konstantin niedaleko Ząbkowic Śląskich.
Tak więc w niezbyt licznym składzie zapakowaliśmy graty w postaci kilkudziesięciu kilogramów sprzętu alpinistycznego , narzędzi do kopania , 2 pontonów i agregatu.
Na miejscu byliśmy już w piątek rano. Sprzęt podwieźliśmy traktorem zaprzyjaźnionego autochtona pod niewielkie zagłębienie terenu zlokalizowane kilkaset metrów od szybu Sztolni Trzech Króli. Plany górnicze będące w moim posiadaniu nie obejmowały niestety tego miejsca wiec wchodziliśmy właściwie nie wiadomo gdzie. Nie było to jednak ważne - liczył się tylko dreszczyk emocji przy odkrywaniu - odkopywaniu czegoś dla nas zupełnie nowego.
Wykopki trwały zaledwie 2 godziny . Kopaliśmy prostokątną dziurę wzmacniając ją deskami mocowanymi w 4 narożnikach. Ów narożne stemple trzeba było co chwilę wbijać niżej wraz z całą konstrukcją a od góry mocować kolejne deski - taka wypraktykowana już metoda umożliwia zbudowanie nawet 10-cio metrowego szybu solidnie i pewnie oszalowanego. Prace nie trwały jednak długo kiedy jeden ze stempli nagle zapadł się dosyć głęboko co poważnie nachyliło całą konstrukcję szalunku. Ponieważ trudno było określić dalszy stan szybu , jego głębokość i rodzaj korka zalegającego w górnej części położyliśmy nad szybem 2 nielegalnie wycięte drzewka brzozowe i podczepiliśmy do nich cały szalunek aby utrzymywał się w prawidłowym położeniu. Każde z nas było zabezpieczone liną więc teoretycznie nawet załamanie się korka nie powinno spowodować natychmiastowego i nieoczekiwanego znalezienia się na dole ale przyznam że czuliśmy się bardzo niepewnie gdyż grunt pod nami był ...... no właśnie - niepewny. Ziemię wybieraliśmy ostrożnie wiaderkiem z miejsca gdzie stempel się zapadł i odsłoniliśmy tym sposobem wierzchnią warstwę głównego korka będącego zlepkiem drewnianych szalunków , drzew , ziemi i gruzu. Dalsze prace polegały na wybieraniu gruzowiska kamyk po kamyku . To co nie nadawało się do wyjęcia zrzucaliśmy w wąski otwór skalny gdzieś w czeluść szybu. Zajęło to kolejne 2 godziny zanim otwór osiągnął rozmiary nadające się do tego aby wślizgnąć się nim do środka. Tym razem zjechałem pierwszy. Spodziewałem się długiego zjazdu gdyż większość szybów w tych okolicach posiadła powyżej 10-ciu metrów. Po kilku minutach osiadłem na miękkim gruncie wpadając w błotnistą maź aż po pas. Zarówno naprzeciwko mnie jak i za plecami znajdował się wypełniony częściowo wodą chodnik. Błoto zalegające na dole było tym co przez lata obsypywało się z korka. Na ścianach szybu w jego górnej części widoczne były charakterystyczne szczeliny utworzone przez wodę wpływającą prawdopodobnie z pól. Sztolnia jak się domyśliłem jest systematycznie zalewana tym właśnie otworem szybu. Zdziwiło mnie od razu to , że ciężki sprzęt rolniczy śmigający po polach nie wpadł jeszcze do tego szybu albo innych , jakich jest tu mnóstwo. Po chwili wszyscy wraz ze sprzętem znaleźliśmy się na dole. Nikt nie chciał zostać u góry aby zabezpieczyć odwrót więc jednogłośnie stwierdziliśmy że podejmujemy to ryzyko - nie pierwszy raz zresztą.
Chodniki na dole miały kierunek przebiegu północno - zachodni. Sztolnia w dobrym stanie bez jakiejkolwiek obudowy początkowo mogła się wydawać dopiero opuszczoną przez poszukiwaczy kruszców. Rozmiary chodnika umożliwiły przemieszczanie się z plecakami gdyż ich wysokość wynosiła 2m i 30 cm na około 2 m szerokości. Rozdzieliliśmy się na 2 grupy - każda ruszyła w inną stronę . Ustaliliśmy że spotykamy się w tym samym miejscu za 3 godz - na kolację , zostawiliśmy zbędne toboły zostawiając jedynie sprzęt speleo i sztywne racje żywnościowe . I ruszyliśmy....
Po około 50-ciu metrach doszliśmy do rozwidlenia korytarza po drodze mijając 4 kilkumetrowe chodniki zakończone przodkami. Wszystkie skierowane były na południe. Wybraliśmy lewy chodnik gdyż w bliźniaczym zalegała niewielka warstwa wody. Po przejściu 100m napotkaliśmy ponowne rozwidlenie przy czym prawa odnoga kończyła się przodkiem po 10ciu metrach. Po drodze rzuciłoby mi się w oczy spore ilości łupków kwarcowych i charakterystycznych głębokich otworów kilkucentymetrowej średnicy w stropie chodnika . Po godzinie marszu mieliśmy za sobą jeszcze 4 rozgałęzienia chodników z czego 2 stanowiły skrzyżowania 4 chodników biegnących w różne strony. Tuż za jedną z tych krzyżówek znaleźliśmy dziwną komorę 4 metrowej wysokości , gdzie w jej górnej partii dały się zauważyć resztki szalunku lub też drewnianej pokrywy. Być może miejsce to jest kolejnym szybem stanowiącym zagrożenie dla tutejszych rolników śmigających ciężkimi maszynami po polu. Podczas kolacji konsultowaliśmy z grupą , która poszła w drugą stronę wygląd sztolni oraz na podstawie szkiców robionych po drodze rozrysowaliśmy fragment struktury kopalni. Następnego dnia penetrując kolejne partie systemu podzieleni na 2 grupy trafiliśmy na fragment torowiska kolejki. Było to w odległości 1800m od naszej bazy wypadowej. Szyny nie posiadały żadnych sygnatur i były wyjątkowo cienkiej konstrukcji. Na odcinku naszego marszu nie napotkaliśmy ani jednego podkładu kolejowego. Pozostały po nich jedynie podłużne zagłębienia wypełnione próchnem i błotem. Im dalej oddalaliśmy się od bazy tym stan górniczy wyrobisk stawał się coraz gorszy. Niektóre odnogi wymagały czołgania się nawet na długości 60-ciu metrów. Powrót następował dopiero po tym kiedy dalsze przeciskanie stawało się niemożliwe. Szczęśliwym trafem nie natrafiliśmy na zawały mogące utrudniać penetrację. Najciekawszy znajdował się w długim pochylonym w dół pod kątem 5-6 stopni chodniku , którego nie udało się nam spenetrować do końca. Spacery trwały jeszcze 3 kolejne dni. Razem zinwentaryzowaliśmy ponad 4 km chodników. Nie znaleźliśmy złotonośnego kruszcu , nie odkryliśmy skarbu II Rzeszy , złota Wrocławia ani niczego w tym stylu. Mimo tego była to jedna z bardziej ekscytujących wypraw w tym roku. Przeciskanie się do góry szybem wejściowym przypominało mi przeżycia jakich doznałem w kopalni Wacław kiedy myślałem że na zawsze już zalegnę w takim korku ale jakoś wytrenowałem w sobie poruszanie się po takich miejscach.
Nie była to z pewnością ostatnia wyprawa do tej kopalni. Kolejne będą organizowane niedługo - mam nadzieję ż tym razem w pełnym składzie. Wciąż zadaj sobie pytanie gdzie byliśmy ? Czy to właśnie była słynna Sztolnia Trzech Króli ? - Czas pokaże.

michu@silesianet.pl

p.s. Tekst pochodzi z 2004 r. Od tamtego czasu odbyły się jeszcze 2 wyprawy poszukiwacze , których przebieg opiszę niebawem.


 

Kliknij TUTAJ aby powrócić do działu "Wyprawy, ekspedycje badawcze"

Witaj

Online

Licznik

Bunkry dla bunkrowców !

Niniejsza strona internetowa przedstawia opisy miejsc trudnodostępnych i w większości przypadków niebezpiecznych , których zwiedzanie bez należytego przygotowania technicznego oraz wiedzy moze spowodować wypadek lub trwałe kalectwo.

Publikowanie zdjęć oraz artykułów umieszczonych w tym serwisie tylko za zgodą autora.

© Adam Wojcieszonek - Gdynia 2002-2017